Obliczanie emerytury » Wysokość emerytury » Co ze składkami do OFE? » Skandaliczna reforma emerytalna
Jak wszyscy wiemy rząd szykuje nam skandaliczną reformę systemu emerytalnego! Kto ma na tym skorzystać? Po co jest ta reforma?
Przeanalizujmy jakie to udogodnienie szykują nam władze państwa...
Obecnie odprowadzamy jako pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę 19,52% składek emerytalnych. Połowę z nich płacimy my, a połowę pracodawca. Wychodzi z tego, że pracownik odprowadza 9,76% składek, z czego dotychczas było to w poniższym podziale:
A jak ma być teraz? Od maja 2011 roku nasze składki mają zostać podzielone w następujący sposób:
Jaki to ma wpływ na nasze przyszłe emerytury? Zdawałoby się, że składki w sumie są takie same, ale zawsze jest to "ale".
Składki w OFE są inwestowane, czyli innymi słowy, pomnażane, a co za tym idzie dają zyski w przyszłości - większe emerytury. Z kolei nasze oszczędności w FUSie w żaden sposób nie podlegają inwestycjom, są konsumowane napokrywanie wypłacanie jeszcze starych emerytur... Wszystko to oznacza, że czekają nas emerytury wręcz głodowe!
Od 2013 roku składka odprowadzana do OFE miałaby stopniowo się zwiększać, ale jak mówił szef doradców premiera minister Michał Boni, nie wróciłaby do obecnego poziomu 7,3 procent, gdyż Polski na to nie stać.
Rządowy plan zakłada, że obniżona do 2,3 procent składka do OFE będzie stopniowo rosła i w roku 2018 dojdzie do 5-ciu procent, a nie jak wcześniej zakładano do 3,8 procent. Takiego rozwiązania chce szef doradców premiera minister Michal Boni, który kieruje zmianami w OFE. Na 5-cio procentowy poziom składki w przyszłości nie zgadzają się jednak minister finansów Jacek Rostowski i minister pracy Jolanta Fedak. Minister Rostowski domaga się też, by pieniądze zgromadzone w OFE na 15 lat przed emeryturą były stopniowo przenoszone na subkonto w ZUS-ie. Na pięć lat przed zakończeniem pracy całość środków miałaby być już w ZUS-ie. Eksperci uważają, że propozycje ministra Rostowskiego i minister Fedak zmierzają do stopniowej marginalizacji OFE. To zaś oznaczałoby niższe świadczenia przyszłych emerytów.